Z cennymi rzeczami bywa tak, iż radość z ich posiadania jest ogromna (sprawa oczywista), ale bardzo łatwo jest je uszkodzić. To właśnie sprawia, że są one wyjątkowe i trzeba się o nie zanadto troszczyć, aby pozostały w jednej całości i tym samym utrzymały swoją wartość.

Ten blog jednak nie powstał po to, aby rozwodzić się nad dziełami sztuki, czy innymi cudami świata – zostawię to tym, którzy mają o tym jakiekolwiek pojęcie. Ja zajmę się tym na czym się znam (przynajmniej tak mi się wydaje), czyli kwestiami związanymi z tenisem. Pod lupę weźmiemy tenisistę, któremu jeszcze kilkanaście miesięcy temu wróżono wielką karierę, a on krok po kroku wdrapywał się po szczeblach rankingu ATP, ostatecznie lądując na 69. miejscu.

Niektórzy zapewne się już domyślili, kto będzie bohaterem tego tekstu, inni dowiedzą się za sekund kilka. Thanasi Kokkinakis. Śmiało można go porównać do przytoczonych w pierwszym akapicie cennych rzeczy. Posiada ogromny talent, ale bez zawahania można go określić jako tytułowy człowiek z porcelany.

Zawodnik urodzony w australijskiej Adelajdzie, jest synem greckich emigrantów – Trevora i Vouli. Kokkinakis przygodę z zawodowym tenisem rozpoczął bardzo szybko, bo mając 14 lat. Gdy jego przeciętni rówieśnicy uczęszczali na lekcję fizyki czy geografii, Thanasi rozgrywał swoje pierwsze mecze w eliminacjach do imprez rangi ITF. Pierwsze kroki w zawodowym tenisie kończyły się raczej niepowodzeniem, ale czego oczekiwać od tenisisty (w przypadku nastolatka chyba lepiej pasuje określenie kandydat na tenisistę), który miał przed sobą jeszcze kilka lat juniorskich zmagań. Zawodnik greckiego pochodzenia na pierwszy występ, a także zwycięstwo w turnieju głównym ITF, musiał zaczekać do 2011 roku (premierowa wygrana osiągnięta pięć dni przed 15. urodzinami). Występy Kokkinakisa w zawodowych rozgrywkach były sporadycznym rozwiązaniem, reprezentant Australii dobrze radził sobie wśród rówieśników – najwyżej w juniorskiej klasyfikacji był notowany na pozycji numer dziesięć.

Obecnie 20-letni tenisista szerszej publiczności dał się poznać w 2014 roku, kiedy to z powodzeniem radził sobie w imprezach rangi ATP Challenger Tour (dwa półfinały i cztery ćwierćfinały), a także stawiał pierwsze kroki w głównym cyklu. Krokiem milowym można nazwać debiutanckie zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym, osiągnięte w swojej ojczyźnie, podczas Australian Open. Kokkinakis w pierwszej rundzie pokonał Igora Sijslinga, a w nagrodę, w kolejnym starciu, przyszło mu się zmierzyć z jednym z najlepszych na świecie, Rafaelem Nadalem. Majorkanin w trzech setach uporał się z nastoletnim rywalem, ale w jego grze można było dostrzec wiele pozytywów. Australijczyk od samego początku starał się przejąć inicjatywę, każdą akcję chciał kończyć, jak najszybciej było to możliwe. W ostatnim czasie brakowało gracza, który właśnie z takim polotem i lekkością przechodził z głębokiej defensywy do ofensywy.

Dokładnie rok później historia zatoczyła koło i Kokkinakisowi ponownie było dane zagrać w Australian Open. Pierwsza runda. Mecz z Ernestsem Gulbisem. Osobiście uważam, że to jeden z lepszych spotkań podczas tego turnieju, a już na pewno najlepszy w karierze tenisisty z Adelajdy. Potężnie serwujący tenisista, dopingowany przez tłum rodaków zgromadzonych na Show Court 3, po pięciosetówce i czerech godzinach oraz siedmiu minutach gry, po raz drugi w karierze przebrnął przez pierwszą rundę Wielkiego Szlema. Kokkinakis po ostatniej piłce, wzorem Filippo Volandriego (2007 rok, turniej w Rzymie, wygrana z Federerem), wykonał rundę honorową dookoła stadionu.

Tenisista o greckim pochodzeniu o awans do trzeciej rundy walczył ze swoim rodakiem, Samem Grothem. Bohaterowie stworzyli widowisko na najwyższym poziomie. Kokkinakis ponownie rozegrał mecz, który rozstrzygnął się po pięciu setach, lecz tym razem, przeciwnie niż w starciu z Gulbisem, to jego rywal mógł wznieść ręce w geście końcowego triumfu.

Kokkinakis w kolejnych miesiącach 2015 roku rozwinął się jeszcze bardziej – zdobył pierwszy skalp w turnieju rangi ATP Challenger Tour, okazując się najlepszym podczas turnieju w Bordeaux, doszedł do trzeciej rundy wielkoszlemowego French Open (na tym etapie zatrzymał go Novak Djokovic). W pewnym stopniu zaskoczeniem był fakt, iż najlepsze wyniki osiąga na kortach ziemnych, ale było to także potwierdzenie, że mamy do czynienia z wszechstronnym tenisistą, potrafiącym radzić sobie na kilku płaszczyznach.

Gdy mówiono o Kokkinakisie, bardzo często obok można było znaleźć nazwisko Nicka Kyrgiosa. Tajemnicą nie jest, że obaj są dobrymi kolegami, a także poza wielkimi tenisowymi umiejętnościami, posiadają wspólne cechy. Mianowicie – łatwo pakują się w kłopoty. Młodszy z Australijczyków nie chciał być gorszy od swojego rodaka i zrobiło się o nim głośno niekoniecznie z powodu nadzwyczajnych wyników. Notabene – głównym prowokatorem zamieszania wokół Kokkinakisa był nie kto inny, jak Kyrgios, który podczas meczu drugiej rundy Mastersa w Montrealu powiedział do Stana Wawrinki: – Kokkinakis stukał twoją dziewczynę. Przykro mi, że Ci to mówię, stary. Oczywiście mowa tutaj o Donnie Vekic, aktualnej partnerce Szwajcara.

Nie zamierzam domniemywać ile w tym jest prawdy, ale takie słowa Kyrgiosa spowodowały, iż ruszyła fala nienawiści kierowana w stronę jego kolegi z Adelajdy. Długo nie trzeba było czekać na konsekwencję – do niesportowej sytuacji doszło tydzień później, podczas meczu Kokkinakisa z Harrisonem w Cincinnati. Od samego początku to spotkanie można było nazwać mianem „gorącego”. Tenisiści kilkukrotnie przegadywali się po wymianach. Ostatecznie górą był Australijczyk – podczas, gdy obaj gracze „dziękowali” sobie za rywalizację, doszło pomiędzy nimi do dłuższej dyskusji. Kto wie, czy gdyby nie interwencja sędziego, nie bylibyśmy świadkami bójki. Reprezentant Stanów Zjednoczonych miał powiedzieć do arbitra tego pojedynku: – Musicie pilnować te dzieciaki, albo przez nich będzie działa się krzywda.

Temat ekscesów zakończyliśmy – Kokkinakis dzięki dobrym startom w 2015 roku wspiął się na 69. miejsce w klasyfikacji rankingu ATP. Podczas, gdy przygotowania do przyszłorocznych rozgrywek (w tym przypadku sezonu 2016) były na ostatniej prostej, reprezentant Australii poinformował, iż musi przejść operację barku, która nie jest skomplikowana. Początkowo 20-latek miał pauzować wyłącznie kilka tygodni, ale przerwa zdecydowanie się przeciągnęła. ZDECYDOWANIE. Thanasi w 2016 roku rozegrał zaledwie jedno spotkanie – w pierwszej rundzie Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro przegrał z Gastao Eliasem. Australijczyk następnie miał zagrać w US Open, lecz tym razem na jego drodze stanęła kontuzja pachwiny. Do końca roku Kokkinakis nie pojawił się na korcie.

Reprezentant Australii obecnie nie jest notowany w rankingu ATP, lecz nie jest to problem, gdyż może korzystać z zamrożonego rankingu. W australijskich mediach od kilku tygodni dyskutuje się na temat jego powrotu, Na ten temat wypowiedział się także kapitan australijskiej drużyny daviscupowej, Lleyton Hewitt. - Nie można być w stu procentach pewnym, kiedy on wróci do gry. Początkowo miały to być trzy-cztery miesiące, a przeciągnęło się to do ponad roku. Gdy już będzie gotowy do rywalizacji, to nie możemy od niego oczekiwać gry, którą prezentował w najlepszym okresie swojej kariery. Myślę, że to będzie długoterminowy proces. On posiada wielki talent, a także jest świetnym dzieciakiem - podsumował niegdyś najlepszy tenisista świata.

Wszystko wskazuje, że Kokkinakis jest o krok od wymarzonego i długo oczekiwanego powrotu do gry. Jak informuje portal ‚FoxSports’, Kokkinakis jest już w stolicy stanu Queensland, gdzie trenuje wraz ze swoim rodakiem Maverickiem Banesem (#395 ATP) i ma „zabukowaną” dziką kartę do imprezy ATP w Brisbane. Wszystko leży w jego rękach (wręcz dosłownie) – pytanie brzmi: Czy w końcu jest gotowy?

Coraz częściej mówi się o nowej generacji tenisistów, którzy mają być poważnym zagrożeniem dla obecnych gwiazd tego sportu – wśród „napierających” są tacy gracze jak Alexander Zverev, Borna Coric czy Nick Kyrgios. Zapomina się o Kokkinakisie, Jest to jednak wytłumaczalne – przez rok go nie było. Kto wie, jak ta przerwa wpłynęła na jego nawyki, życie, a przede wszystkim, w tym przypadku najważniejsze, umiejętności tenisowe. Miejmy nadzieję, życzę tego sobie i czytelnikom, którzy z niecierpliwością wyczekują startu nowego sezonu – odpowiedź na to pytanie dostaniemy w 2017 roku!