Inigo Cervantes to hiszpański tenisista, którego los nigdy nie oszczędzał. Podczas tegorocznego PEKAO Szczecin Open miałem okazję porozmawiać z tym zawodnikiem. 25-latek mówił mi o swojej przeszłości, problemach z kontuzjami i planach na kolejne miesiące..

Michał Pochopień: W 2013 roku z powodu kontuzji, której skutkiem była operacja, przez półtora miesiąca byłeś zmuszony do jazdy na wózku inwalidzkim. Jak to jest, gdy jesteś ciągle w ruchu, bierzesz udział w turniejach, a nagle musisz poruszać się na wózku?

Inigo Cervantes: To był dla mnie bardzo trudny okres. Ciągnęły się za mną kontuzję, przeszedłem trzy operację. Na wózku poruszałem się przez siedem tygodni, ale byłem bardzo pozytywnie nastawiony, z każdym kolejnym dniem byłem bliżej powrotu do gry. Dodatkowo spędzałem czas z rodziną, co było dla mnie bardzo ważne.

Czy podczas okresu, w którym miałeś poważne problemy zdrowotne, myślałeś o zakończeniu kariery?

Nie, nie miałem takich myśli. Miałem trudne momenty, ale przed kontuzją zaliczałem dobre wyniki. Cała ta sytuacja była dla mnie ciężka, jednak byłem za młody, aby wycofać się z zawodowego grania w tenisa.

21 września obecnego roku zajmowałeś swoją najwyższą pozycję w rankingu ATP (102. miejsce). Jakie są twoje następne cele?

Oczywiście pierwszoplanowym celem jest wejście do pierwszej setki rankingu ATP. Poza tym chciałbym zdobyć kilkanaście dodatkowych punktów i dostać się do głównej drabinki wielkoszlemowego Australian Open.

Jak wiadomo jesteś tenisistą specjalizującym się w grze na nawierzchni ziemnej, ale w 2012 roku udało Ci się przejść przez eliminację do Wimbledonu i awansować do II rundy turnieju głównego. 

Uważam, że nie jestem typowym przedstawicielem hiszpańskiej mączki. Uczyłem się grać na każdej nawierzchni, ale oczywiście najlepiej czuję się na mączce i kortach twardych. Myślę, że kluczowe było to, że uwierzyłem, iż mogę osiągnąć dobre wyniki na trawie.

b001_f02

Czy zgodzisz się ze mną, że podczas powrotu do formy, najciężej jest się przebić przez turnieje rangi ITF Futures?

Tak, oczywiście, zgadzam się, ponieważ kondycja tych imprez nie jest najlepsza – odbywają się one w gorszych klubach, na słabo przygotowanych kortach. Ja zdecydowałem się, że rozegram kilka tych turniejów, aby nazbierać punkty i móc startować bezpośrednio w Challengerach.

Twój Ojciec wybrał piłkę nożną i był bramkarzem m.in w Realu Sociedad. Czy kiedykolwiek myślałeś o tym, aby pójść śladami Ojca i zostać piłkarzem?

Tak, myślałem o tym.  Do lat 14 grałem w piłkę nożną i w tenisa. Gdy miałem 15 lat miałem możliwość wyjazdu do Barcelony. Wtedy musiałem wybrać pomiędzy tymi dyscyplinami i zdecydowałem, że trochę bardziej wolę tenis i to w tej dyscyplinie będę się kształcić.

Byłbyś lepszym bramkarzem czy napastnikiem?

Uważam, że byłbym lepszym bramkarzem. Kiedy grywałem w piłkę ze znajomymi, to nikt nie chciał bronić, a mi to bardzo odpowiadało. Jeśli miałbym zagrać w polu, to myślę, że albo w obronie, lub w pomocy, gdyż na napastnika się nie nadaję.

Co podoba Ci się w Polsce?

Zawsze czuję się tutaj dobrze, grałem trzy razy w Poznaniu, dwa razy w Szczecinie. Ostatnio pojawiałem się tutaj rzadziej, bo miałem słabszy ranking, ale mam stąd dobre wspomnienia, w tym roku skończyłem zmagania na ćwierćfinale. Myślę, że jeszcze tutaj wrócę.

Tak więc, w przyszłym roku dojdziesz do finału w Szczecinie?

Tak, może, dlaczego nie!

Rozmawiał Michał Pochopień (michalpochopien10@wp.pl)